Piekielny batalion | Django Wexler

Po ponad roku zwłoki w końcu udało mi się zabrać za (wbrew temu, co właśnie napisałam) bardzo wyczekiwaną przeze mnie piątą i finalną część serii Kampanii Cienia Django Wexlera. Oczekiwania miałam duże, bo chociaż poprzednie części swoje małe wady miały, to jednak tak się wciągnęłam w fabułę, i postacie, że niespodziewanie seria ta stała się jedną z moich ulubionych w ciągu ostatnich lat. 

Nie będzie to długa opinia, bo wiele moich zastrzeżeń i miłości do tych książek wylałam przy okazji poprzednich części. Skończyłam też czytać „Piekielny batalion” jakieś dwa miesiące temu więc wiele uwag, które mogłam mieć, zatarło się w czasie. Pamiętam jednak to, jak wielki momentami miałam uśmiech na twarzy, czytając tę część. Od dawna w książkach nie doświadczyłam takiego zadowolenia z różnych twistów, zakończeń, i ogólnie tego, jak fabuła się toczy. Chociażby z tego powodu moja ocena całości będzie pewnie wyższa niż zwykle by była, w odniesieniu do poprzednich części. Lepiej idzie autorowi pisanie środków i rozwoju historii niż jej zakończenia co odczułam też trochę w poprzedniej części. Był to jednak finał bardzo dla mnie satysfakcjonujący, choć może trochę przesłodzony i można by się kłócić, że samo zakończenie okazało się zbyt optymistyczne, ale ja tak się przywiązałam do tych bohaterów, że nie przeszkadzało mi to nic a nic (szczególnie w 2020, kiedy potrzebuję jak najwięcej miłych rzeczy, żeby jakoś przeżyć). Jak pisałam nie będę się nad szczegółami rozpisywać, rozbawiła mnie jednak trochę jedna rzecz, a mianowicie nagły Standardowy Opis Piersi Bohaterki, który był tak niepotrzebny i typowy, że aż ogarnęło mnie chyba pierwszy raz podczas czytania tej serii zażenowanie. Jakby, możemy po prostu nie pisać takich rzeczy? Poza tą chwilą cringu nic innego przez całą serię nie wywołało u mnie podobnych emocji także i tak jest dobrze na tle konkurencji.

 Z jednej strony doczekałam się mimo wszystko satysfakcjonującego zakończenia serii, a z drugiej nie czeka mnie żadna następna część, co jednak trochę smuci. Cała seria, mówiąc szczerze była dla mnie zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się, kiedy sięgnęłam po pierwszą część kilka lat temu, że aż tak się wciągnę i tak bardzo będzie mi się podobać. Dlatego planuję powtórzyć sobie kiedyś całość, bo czytając „Piekielny Batalion”, cały czas wracałam myślami do tego, jak dobrze mi się to wszystko czytało i jak chętnie wróciłabym do wcześniejszych części, znając zakończenie. I to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę Kampaniom Cienia wystawić.

Komentarze

Popularne posty