Zniewolony Książę | C.S.Pacat


Po śmierci króla Akielos prawowity następca tronu, książę Damen, zostaje zostaje pojmany i wtrącony do lochu. Jego przyrodni brat pozbawia go tożsamości i wysyła jako niewolnika do haremu księcia wrogiego kraju. Od tego momentu Damen musi znaleźć sposób, aby przeżyć na dworze, za którego kulisami toczy się podstępna walka o tron, w którą mimowolnie zostaje wplątany.
Niegdyś potężny wojownik, teraz obdarty z godności niewolnik będzie musiał walczyć o przetrwanie sprzymierzając się ze swoim największym wrogiem. Jego nowy pan, książę Laurent, jest bowiem równie urodziwy co wyrachowany i śmiertelnie niebezpieczny. Jedno jest pewne – tożsamość Damena musi pozostać tajemnicą. W końcu ten, którego pomocy potrzebuje, ma najwięcej powodów, aby go nienawidzić... (opis wydawcy)



Czuję się oszukana.
Bo myślałam, że ta książka będzie mieć fabułę. Jakąkolwiek fabułę.
Bo myślałam, że znajdę choć jednego bohatera, którego będzie się dało polubić. Albo takiego, który będzie miał jakkolwiek znośny charakter.
Bo z jakiegoś powodu ta książka jest oznaczona jako fantasy. Co w sumie bardziej mnie bawi, bo czytałam romanse historyczne które miały więcej elementów fantastyki niż to dzieło. Jak tak dłużej nad tym pomyśle to lata temu czytałam nawet harlequiny, które bardziej nadawałyby się do tej kategorii.
Bo zawiodły mnie recenzję osób, których opinie zwykle zgadzały się z moimi. Co się oczywiście zdarza, ale jeszcze nigdy nie miałam aż tak różnych odczuć.
Bo mam wrażenie, że  dostałam tylko połowę wstępu do całej historii.

Czy wspomniałam już o braku jakiejkolwiek fabuły?

I nie zrozumcie mnie źle. Wiedziałam, że jest to głównie romans, ja kocham czytać romanse nawet te najgłupsze z najbardziej pretekstową fabułą na świecie (pod kilkoma warunkami, o których nie będę się rozpisywać, ale których „Zniewolony Książę” w żaden sposób nie spełnia). Byłam przygotowana na kicz i wszystkie te durnowate schematy, ale z powodu tego, że jest to (podobno) fantasy, miałam nadzieję na to, że będzie to to miało jakiś sens i może jakąś akcję w tle, dodatek czegoś ciekawego czy coś w tym rodzaju. O ja naiwna...
Ta powieść?? nie posiadała nawet zalążka romansu, nie wspominając już o czymkolwiek więcej. Już abstrahując od bardziej kontrowersyjnych części tego dzieła (a jest tego sporo, o czym można by pisać i pisać, ale nawet nie chce mi się o nich myśleć) to dwójka głównych bohaterów w moim odczuciu nie miała żadnej chemii między sobą. Nic. Null.
Także tego, „Zniewolony Książę”:
Nie sprawdza się jako romans ani nawet wstęp do niego.
Nie sprawdza się jako powieść z elementami fantasy.
I nie sprawdza się jako coś zdatnego do czytania. Moim skromnym zdaniem, oczywiście.

Komentarze

  1. Z racji na wydawnictwo uważam tę książkę za yaoica w formie powieściowej, a te rządzą się swoimi prawami... to znaczy zwykle nie mają sensu ani fabuły, jedynie seks i ładnych panów, ku uciesze napalonych nastolatek. :D Kiedyś może przeczytam, żeby się pośmiać, tak z sentymentu, ale generalnie wyrosłam już z takich rzeczy, więc niespecjalnie mi do tego śpieszno. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym wiedziała, że to yaoi, to w życiu bym po to nie sięgnęła ;) Lecz niestety dałam się zwieść i dowiedziałam się o tym dopiero w trakcie czytania, bo nawet wydawnictwo nie wydawało mi się podejrzane :D
      W sumie to seksu tutaj prawie nie mam, więcej jest jakiś sugestii itp. więc chyba nawet w tym aspekcie się ta powieść nie sprawdza ;)

      Usuń
  2. Ahahahaha, ależ się Księciu dostało XDDD
    Widzisz, ja należę do grupy osób, które tę książkę polubiły (choć jak zwykle czytałam w oryginale, więc o wersji polskiej się nie wypowiem) i które w Laurencie znalazły bohatera, za którego można się dać pokroić;) I choć problemów ma ta opowieść co niemiara, nie będę udawać, że nie, to jednak cóż począć, kiedy dusza yaoistki, choć już emerytowanej, obudziła się z uśpienia i zawyła ze szczęścia (^w^)
    Dlatego współczuję cierpienia, którego Ci opowieść nie szczędziła, a równocześnie wracam po cichu do uwielbiania Laurenta;P
    P.S. Seksu do samego końca nie ma wiele, ale parę scenek i owszem, się znalazło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupio przyznać ale już nawet nie pamiętam który z nich to był Laurent xD
      Cieszę się, że Ci się podobało, u mnie niestety mimo wielkich chęci żeby to dzieło polubić i entuzjazmu który wobec niego miałam, okazało się, że yaoi(lub podobne klimaty), ogólnie mówiąc, bardzo mi nie leży ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty