Działa imperium | Django Wexler

Gdy cichnie huk dział i rozwiewa  się bitewny dym, królestwo Vordanu otrzymuje propozycję zawarcia kruchego pokoju...
Po klęskach zadanych im przez generała Janusa bet Vhalnicha nieprzyjacielskie mocarstwa zapraszają wszystkie strony konfliktu do negocjacji. Królowa Raesinia chce przywrócić pokój, lecz Janus twierdzi, że jakiekolwiek próby jego zawarcia z nieprzejednanym Kościołem Zaprzysiężenia Elizjum są skazane na niepowodzenie. Marcus d’Ivoire i Winter Ihernglass muszą zdecydować, któremu z tych przywódców pozostaną 
wierni – i jaką cenę mogą zapłacić za 
ostateczne zwycięstwo.

(opis wydawcy)

„Działa imperium” to już czwarta część debiutanckiej serii Django Wexlera pt. Kampanie cienia. Po lekturze poprzednich części nie mogłam się doczekać, aby zobaczyć, jak ta historia dalej się potoczy. I mimo że pod pewnymi względami powieść ta jest lepsza od swoich poprzedniczek, bo w końcu zmieniły się pewne statusy quo, to z drugiej nie jest niepozbawiona kilku wad (z których część pojawiła się już poprzednio).

Nie mogę nie napisać o kilku rzeczach, które bardzo mi się w tej serii podobają i o których pisałam już w opiniach poprzednich książek. Dlatego spróbuję się streścić: Winter to zdecydowanie najlepsza postać Kampanii cienia, bardzo się cieszę z ilości kobiecych bohaterek, a magia ma w końcu odpowiednio duże, jak dla mnie ,znaczenie fabularne. 
Powieść pod względem fabuły najbardziej przypominała część pierwszą, czyli „Tysiąc imion". Na szczęście widać, że autor przez te kilka książek zdołał nauczyć się w lepszy sposób balansować wątkami. Dzięki temu akcja ani przez moment nie nudziła, ani nie była monotonna. 
Kolejny wątek romantyczny może nie był „Działom imperium” jakoś specjalnie potrzebny, ale widać było jego zalążki już w poprzedniej części i nie mogę powiedzieć, żeby się wziął z powietrza. Nie jest może to najbardziej romantyczna historia, jaka napisano kiedykolwiek, ale nie mogę odmówić jej uroku.Pojawia się też jeden mały watek, którego rozwiązanie jest jak na razie tajemnicą, ale jeśli popatrzeć na wskazówki w tekście to myślę, że łatwo się domyślić jak to się może skończyć. I chociaż, jeśli moje domysły są słuszne, to dla niektórych rozwiązanie może być zbyt banalne, to ja uwielbiam takie historie i mam nadzieję, że mam w tym wypadku rację. 

Podczas czytania tej części zdałam sobie sprawę, że pomimo przewagi postaci kobiecych nad męskimi (co jak wcześniej pisałam, jest miłą odmianą), większość z nich (jeżeli nie wszystkie) są od bohaterów młodsze. Jest to niestety stereotyp, który nie ma może jakiegoś większego znaczenia, ale którego dało się uniknąć (co pokazał np. Anthony Ryan w Ogniu przebudzenia). 
Jedno z rozwiązań fabularnych pod koniec książki może wydawać się małym deus ex machina, ale nie jest to coś, co jakoś bardzo rzuca się w oczy, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę jak cały ten wątek się kończy. Również motywacja jednego z głównych bohaterów, która przez poprzednie części była owiana tajemnicą, częściowo wychodzi na jaw i no cóż... wydaje się jak na razie dość banalna. Ale kto wie, może pełne wyjaśnienie okaże się bardziej interesujące, niż teraz wygląda.

„Działa imperium” może i nie do końca spełniły moje oczekiwania (poziomem nie przebiły poprzedniej części), ale i tak świetnie się bawiłam podczas lektury. Jest mi teraz tylko trochę smutno, bo jak zabierałam się za „Tysiąc imion”, nie spodziewałam się, że uda mi się tak szybko przeczytać wszystkie, jak dotąd wydane części Kampanii cienia. Muszę teraz czekać do przyszłego roku na finał całej historii a jak na złość „Działa imperium” jest częścią, której zakończenie najbardziej trzyma w napięciu i mam teraz ogromną ochotę dowiedzieć się jak to się wszystko skończy.

Komentarze

  1. "Tysiąc imion" siedzi sobie u mnie na półce i czeka, aż skończę "Oathbringera" (którego jeszcze nie zaczęłam, ale już niedługo:)). Już się cieszę na kolejny cykl, bo długie serie to coś, co uwielbiam. Mówisz, że ostatni tom w przyszłym roku? Hmmm, to może poczekać z początkiem przygody z Wexlerem na publikację tego tomu... Zobaczymy.

    Pozdrawiam,
    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po angielsku ostatni tom wychodzi już w styczniu ale niestety na razie nie wiadomo nic o polskiej premierze :( A serię bardzo polecam, chociaż trzeba się trochę uzbroić w cierpliwość podczas czytania "Tysiąca imion", bo pierwsza połowa jest dość monotonna. Ale dalsze części i postać Winter <3 jak dla mnie całkowicie wynagradzają tą początkową nudę ;)

      Usuń
  2. Jak miło znaleźć kolejny blog, gdzie dużo jest fantastyki :D Jako fanka chętnie zawitam tutaj na dłużej :) Serię Django Wexlera mam na oku już jakiś czas, kiedy wypatrzyłam pierwszy tom w Matrasie. Bardzo chcę przeczytać, bo lubię militarne fantasy i seria bardzo kojarzy mi się z "Trylogią Prochowych Magów" Briana McClellana, a po niej mam strasznego kaca :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa, i zapraszam na dłużej ;)
      Serię Wexlera serdecznie polecam, szczególnie że z tomu na tom robi się coraz lepsza. A skoro lubisz militarną fantasy to myślę że pierwszy tom spodoba Ci się jeszcze bardziej niż mi ;)
      Mam pierwszy tom serii McClellana, który kupiłam(bo Sanderson polecał;) jeszcze zanim zaczęłam "Tysiąc Imion", ale szczerze mówiąc nie bardzo mi podszedł i jak na razie przebrnęłam przez pierwszych kilkadziesiąt stron. Chociaż zamierzam podjeść do tej książki drugi raz, jakoś w przyszłym roku, może mi się odmieni ;)

      Usuń
    2. Haha, ja też kupiłam McClellana bo Sanderson polecał ;D Obietnica krwi na początku jest słaba, potem się rozkręca, mnie wkręciła dopiero pod koniec, a drugi tom to w ogóle było cudo :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty